Link 17.09.2008 :: 00:30 Komentuj (0)
Krok w przód. I w tył. Musi wyjść na zero. Równowaga.Musi.Być.
Czerwone pudło numer seryjny 1331 (i znów ta głupia gierka, myślę życzenie, od kilku lat wciąż to samo; od kilku lat wciąż nieosiągalne).
Niby nowy etap w życiu. Znów ta sama rozmowa-mogę od nowa. Nieważne, że za rok znów powtórzę zupełnie to samo. Przewiozę w plecaku nadzieję i jakieś 6,24% szans, że się spełni. Amen.

Dzwina to była rozmowa. Niby udawałam, że racja, że też zawsze tak sądziłam. A gdzieś tam, między kolejnymi płatami mózgowymi przemykało 'kurwa, jak to wiedział? Cały ten czas?' I nadal przemyka. Tylko że już tego nie analizuję. I chuj. ludzie czasem wciskają sobie nawzajem dynamit w dupę bez konkretnego powodu.
'Prze-analizowuję' wszystko, wiem.

Link 08.09.2008 :: 23:34 Komentuj (0)
Nie wiem czy chęć napisania tu znowu wynika z małomiasteczkowej frustracji, czy innych, znacznie zresztą gorszych powodów. Choć można się nie zgodzić. Frustracja wydaje się być największą dziwką z ogólnodostępnych.
Bo przecie trzuska nie może być powodem? Ból trzustkowego ogonka nie zachęca palców do pisania. Nie zachęca nikogo do niczego.
A gdy tak leżę i wpatruję się, w cokolwiek, zazwyczaj ściany, i widzę plamy przed oczami myślę 'umrę'. Jakoś tak nie dziś. Nie złożyło się. Terminy zajęte (rozumiesz? cywilizacja, rak, Czarnobyl pewnie gdzieś w przeminiętym pokoleniu też)
No więc, pewnie jutro. Tylko że jutro to wciąż i wciąż dziś. I tak leci.

Ale co to ja miałam?
A, tak. Żałuję swojej decyzji. A raczej żałuję swoich decyzji. Liczba mnoga zdaje się być znacznie bardziej na miejscu.

Chciałam tylko to jedno powiedzieć. A cały wcześniejszy korowód słów jest niepotrzebny.

Link 06.04.2008 :: 22:43 Komentuj (0)
Jest cudownie, będzie cudownie.
Wzięłam w posiadanie cudowność, a czyż nie o to chodzi?
Pozostaje tylko się wpasować. Poprzycinam rogi, wyprostuję zagniecenia.
Ale znalazłam.

Link 30.01.2008 :: 20:28 Komentuj (0)
Najgorsze, że nic z tego nie wynika.
Nic z niczego nie wynika. Chodzimy na piwo, na obiady, tylko zdrowe. Tylko greenway.
Dyskusja o kwestii właściwej toalety dla trans też do niczego nie prowadzi.
Studyjni ludzie do niczego nie prowadzą.
Ja po zdrowym obiedzie i papce w głowie wracam do swojej kamienicy, niezwykle gustownej, z potencjałem, fakt. Ale pustej. Gadam do telewizora i sygnału w telefonie. Z nudów obgryzam paznokcie i usta. Mam już nawet konto na nasza-klasa [sic!].
No i cóż. Zamykam oczy, bo tylko to mi pozostaje, i znów jestem w pokoju z peerelowskim żyrandolem, czeską czekoladą i brudną pościelą.
I wyłapuję słowa o tym, że ona nie jest lubiana, mimo wszystko. Że jest daleko i że jest głupia. Zapisuję. I mam nadzieję na lepsze życie za miesiąc. Nieprzemijający miesiąc. Te słowa to jak placebo na nadzieję.

Link 27.01.2008 :: 23:17 Komentuj (0)
Zapałki i piasek w oku.
Dziwna bezsenność mnie dopadła.
Leżąc spuszczam głowę za ramę łóżka. Słyszę szemranie krwi. Zagłusza nudę tupoczącą po głowie. Nuda jest migreną.
I ten zapach zgniłych pomarańczy.
Kamienicowe sufity. Nie widzę plam. Za wysoko. Na polowanie na pająka w lewym rogu też za wysoko.
Zaburzenie mam. Lubię się wkurwiać.
Składanka ze strzępków faktów.
Fakt pierwszy: chyba mu się podobasz.
Fakt drugi: kocha K. Dlatego to przetrwało
Kaptur na czole nie odbiera wzroku.
Zamieszkam pod łóżkiem. Koło brudnych gaci i strzępek czekolady. Czeskiej. Wdychając zapach psiej sierści i spoconego prześcieradła.
Szukam wariantu realizacji pierdołowatego marzenia.

Link 03.01.2008 :: 15:06 Komentuj (1)
Czy nicości może przybyć? Zero plus zero daje wciąż zero.
Czyli chyba nic nie zyskałam.
Tylko pustka mi się z prawej do lewej ręki przelewa.
I kawa, i szpital, nie poradzi nic na to.

Link 31.12.2007 :: 15:23 Komentuj (0)
Za dużą wagę przywiązuję do słów. Wypowiedzianych na odczepnego lub w alkoholowej radości. A rano nikt ich nie powtarza. Nigdy. I sama już nie wiem co w tym wszystkim znaczył 10 złotowy gest. Zbyt dawno się wydarzyło. Zbyt długo układałam scenariusz możliwości.
10 zł i lizak. Przecież to absurd. Jak w kiepskiej komedii z hedonistyczno-żałosnym morałem. I puste kino.

I nie będzie przebranej nocy. Nie będzie filmu, ani alfonsów i panienek, nawet nie będzie kicz party. A może i będzie. Przypadkowo. Niestety.

Link 08.12.2007 :: 12:40 Komentuj (3)
Przeciekam. Myślami. Łapię się w ręce, zmywam brud ze swoich paznokci i cieknę. Do dołu, stróżką nieszczęścia i nadziei ku posadzce.
Nie mam uczucia. Nie potrafi mi zależeć. Nie potrafię zależeć. I nie zależy mi na potrafieniu. Już nie. Miliard lat świetlnych dzieli mnie od odmienności sytuacji.
Żyję w czasach seksmisji.
Mity upadają, nie nadążam z tworzeniem nowych.
widziałam to niezadowolenie na twojej twarzy. Moja, właściwie, wyglądała tak samo.

Czuję ulgę. Gorzej nie będzie. A ja odwrócę się do góry nogami, na lewą stronę i spojrzę inaczej.

Link 06.12.2007 :: 18:49 Komentuj (0)
Jak na karuzeli. Wciąż to samo. Robię koło i bach! Znów jeb w twarz. Potem znów światełka, konik w górę, w dół. I znów bach.
Nie wiem co jest bardziej pojebane. Ja sama czy ta metafora. Pewnie ja.
Durnych przykładów mogę wymyślić nieskończenie wiele.
Oszukuję się codziennie rano. Miliard teorii. Jestem zajebiście płodna jeśli chodzi o wmawianie sobie bzdur. I się nie uczę. Ani na błędach (własnych, cudzych, whatever), nie czerpię z sukcesu. Wogóle dziś to tylko dupę mną podetrzeć.
I najbardziej wkurwia mnie to, że jutro znów wstanę taka jak dzisiaj. Lekko niewyspana acz radosna. Jebnę sobie kawę na dzień dobry. Wyjdę w podskokach a ktoś zza rogu jebnie mnie w twarz.

Tyle mam na swój temat.

Wesołych świąt i innych równie-nie-w-porę-wydarzających-się-pierdół

Link 10.11.2007 :: 18:50 Komentuj (2)
Właściwie, w sumie, geeralnie.
Rozdrabniam mój sens na drobne. Ginie w niepotrzebnych wyrazach. Chowam, na wypadek złego wrażenia. To można przekręcić. Nie, nie to miałam w sumie na myśli. Nie to.
Zaburzenie osobowości?
Nie warto. Integracja z rolą. Siedzę, dyndam nogami.
Udawany powód do dumy moim wstydem. Czasem bycie wyjątkiem nie dodaje.
Posiedzę, popatrzę. Przyzwyczaiłam się. Potrzebuję więcej, zadowalam się wyobrażeniem.
Będę konformistką.



...........................................................................